środa, 29 czerwca 2011

Gone with the wind



To już drugi wisior inspirowany jakże charakterystyczną stylistyką kamelii. Tym razem pokusiłam się o pokaźniejszy rozmiar, co dało mi możliwość zamieszczenia większej ilości detali i zdobień. Jednym słowem miałam tutaj więcej pracy ale jednocześnie mnóstwo zabawy i nadzwyczajnej wprost frajdy :) Przede wszystkim rozpuściłam kameowej damie włosy, zmierzwiłam jej fryzurę nadając wygląd naturalnego dziewczęcia nie potrzebującego misternie utrefionych koków by błyszczeć (to ostatnie można tu potraktować rzecz jasna dosłownie ;) ). Stąd też tytuł nawiązujący do "wiatrem czesanej" fryzury :)




Górna część wisiora jest skromniejsza i stanowi przeciwwagę dla sutych zdobień. Wszystkie trzy różyczki są trójwymiarowe - sądzę, że kiepsko wyglądałyby płaskie, wolę jak kwiaty "wychodzą" z wisiora.


9 komentarzy:

Shenny pisze...

I Ty mi będziesz mówić o opadaniu witek? Wisior jest przepiękny, a "kwiaty wychodzące z wisiora" to już w ogóle cuda. :)

ARTCORE SILVER pisze...

Dziękuję :) no i nic nie poradzę, że moje witki zaliczają opad ilekroć wypatrzę coś super ;) one tak mają...

Jola pisze...

Oczu oderwać od niego nie można. Cudny :).

IZZILAND pisze...

Piękna jest Twoja biżuteria.Dama przypomina mi jakąś leśną nimfę złapaną w kwiatach:)

ARTCORE SILVER pisze...

Jola:
IZZILAND:
bardzo wam dziękuję :) czuję się niebywale doceniona i skromnie walczę z falą samouwielbienia ;)
- no dobra jeszcze nie jest aż TAK źle :P

Shenny pisze...

A gdzie nowości? ;))
Zapraszam do mnie po wyróżnienie!

Monica pisze...

Ma sei bravissima!!! Complimenti mi piace moltissimo il tuo blog!

ARTCORE SILVER pisze...

Monica: :)

rubinela pisze...

cudny